środa, 04 listopada 2009
Przedwczoraj, w późnych godzinach wieczornych zadzwonił do mnie mój były szef z ofertą pracy w tej firmie, która zajmuje się wynajmem prywatnych odrzutowców. Praca wydawała się bardzo interesująca - robiłabym coś czego jeszcze nie robiłam, więc pewnie byłaby masa treningów itd. No ale powiedziałam nie. Trochę mi z tym ciężkawo, bo z jednej strony wiem, że chcę zostać z Frankiem gdzieś do 3 roku życia, ale z drugiej strony czasem obawiam się, że później może mi być trudniej znaleźć pracę. No ale może uda mi się rozkręcić coś własnego (niekoniecznie Ciocię z Ameryki). Szef był chyba rozczarowany. Mam z nim iść niedługo na jakiś tam obiad. Pewnie nadal będzie mnie namawiał. Chociaż może nie, bo wczoraj zrobiłam sobie na fejsbuku test pt: Co dostaniesz w tym roku na gwiazdę? Wyszło mi, że cytuje- ...ujowe ciuchy. Wszystko byłoby OK bo test był po polsku, tylko że na obrazku, na którym był ludzik w tych ...ujowych ciuchach widniał też rysunek takiego wielkiego penisa. Dokładnie był to ten rysunek: Myślę, że jeżeli mój były szef to widział, to pewnie się trochę załamał i może nie jest już aż tak bardzo rozczarowany tym że nie będę z nim pracowała... A test wykasowałam.
piątek, 30 października 2009
Dzisiaj pozwolę sobie zareklamować samą siebie (niech żyje skromność). Zapraszam wszystkich do mojego sklepiku, w którym pojawił się nowy producent - BabbaCo. Na jesienne i zimowe spacery w parku czy też wietrzne spacery nad morzem - BabbaCo. Hasło wymyśliłam sama- jest trochę słabe i mało chwytliwe, ale wiadomo o co chodzi. ![]() ![]() Niektórzy też wiedzą, że w końcu skończyłam polską stronę hotslings.pl, na której już niedługo zostanie przeze mnie ogłoszony konkurs. Za jakiś czas pojawią się także sweterki kalifornijskiej firmy Angel Dear, które można zobaczyć na filmiku dyniowym i na zdjęciu pod spodem. ![]() Sweterek ten, bez jakiegokolwiek ściemniania jest moim zdaniem najlepszym ubraniem mojego syna, głównie dlatego, że ma świetny, nie spadający z głowy kaptur. Sweterki dostępne będą w różnych kolorach, w rozmiarach 3,6,12,18 miesięcy i 2,3,4 latka. Niektóre mamy sweterki już zamówiły (matylda), inne ciocie (fajny_nosorozec) wciąż czekają ... Skoro mowa o fajnym_nosorozcu, dodam że to ona narysowała mi baner. Dla mam z Polski mam kupon zniżkowy o wartości 20 zł (wystarczy wpisać BLOX bo zakończeniu zakupów). Natomiast, jeśli któraś z amerykańskich mam (lub cioć - przypominam, że idą święta) chciałyby też jakąś zniżkę to proszę napisać na gazetowego mejla hjuston. No to tego, biznes jakoś się kręci - w końcu recesja już się skończyła...
poniedziałek, 26 października 2009
środa, 21 października 2009
Nadchodzące Halloween można poznać po tym, że na placu zabaw zaczynają się pojawiać dzieci w kostiumach. Ostatnio był chłopiec przebrany za dynię. Kostium trzeba było wypchać po bokach jakimiś gazetami, albo balonami, ale chyba rodzicom się nie chciało, bo chłopiec wyglądał trochę jak taka sflaczała dynia, z której zeszło powietrze. Ale może nie ma się co dziwić, bo jakby był bardziej okrągły to mógłby się zaklinować w tunelu (nie mówiąc już o tym, że nie zmieściłby się do wózka)... W tym roku najprawdopodobniej poraz pierwszy wybiorę się na cukierkowe żebry. Koleżanka (Amerykanka) zaproponowała abyśmy wybrały się razem. Pójdę. Nauczę się od niej 'jak to się robi w Houston'. Nie mam jeszcze stroju dla Franka. Oczywiście chciałabym coś wystrzałowego (na przykład Chucky doll), ale nie będę się wyróżniała bo koleżanką przebiera swoje dziecko za biedronkę (ale nie ten sklep tylko takiego owada). Przebiorę więc go pewnie za coś nudnego typu pająk. BTW- czy byliście kiedyś na stronie Marthy Stewart, na które pokazuje jak zrobić takiego właśnie pająka ze skarpet ? Szkoda, że nie mam talentu krawieckiego. 'Niezłe' są też kostiumy zrobione przez fanów MS. Czy ktoś z was chciałby się przebrać za popcorn? Albo za gofra? Sorry, ale ten gofer jest naprawdę żenujący. Albo takie traffic light. Chyba bardziej tragic life... Niektórzy rodzice nie mają poczucia żenady. No ale sama też była kiedyś przebrana za dość słabego Czerwonego Kapturka, a moja siostra za Indiankę z kruczoczarnymi blond włosami. Na zakończenie kilka zdjęć z weekendowej wyprawy na dynie. Proponuję oglądać z głosem, bo muzyka jest nastrojowa. Taka prawie bożonarodzeniowa.
Boooożenku, ale mnie tu dawno nie było. Jak tak dalej pójdzie to o mnie zapomnicie... Krótki update z tego jak to się Franek rozwija. Franek ma już 15 miesięcy. W kwestii chodzenia nic się nie zmieniło. Nadal nie chodzi. Nie chce mu się. Robi postępy, ale jeszcze nie chodzi. Na szczęście już mnie to nie martwi, bo widzę że robi postępy i że jest nadzieja, że może przed upływem drugiego roku życia raczy w końcu zrobić pierwszy krok. No i gdzieś tam kiedyś przeczytałam (pewnie we własnym pamiętniku), że im później dziecko zaczyna chodzić tym jest mądrzejsze, więc się tym pocieszam. Tak więc mój Franek jeszcze nie chodzi, ale za to potrafi powiedzieć traktor. Brzmi to trochę jak tak-tol, ale wiadomo o co chodzi. No to może wymienię co jeszcze potrafi, tak dla rekordu, żebym pamiętała za parę lat kiedy się czego nauczył :
niedziela, 13 września 2009
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
O Bożenku, jak mnie tu długo nie było... Dzisiejszy wpis jest trochę związany z postem Fiony_Apple o moltnie i nie tylko. Chociaż tak naprawdę to nie jest w ogóle z nim związany, ale chcę kontynuować tu temat zawijania dziecka w burrito, który to został poruszony w komciach pod tym wpisem. Otóż moje dziecko wrzeszczy. Wrzeszczy, bo nie umie powiedzieć co chce i jest sfrustrowane bo nie daje mu tego co chce (na przykład pilota od telewizora, który uwielbia zrzucać z górnego piętra na dół). Ciekawe po kim on to ma? On wrzeszczy, a ja czuję się bezsilna. Na szczęście, już poraz kolejny okazuje się, że w takich sytuacjach można liczyć na pomoc doktora Karpia. Kim jest dr Karp? Dr Karp, to amerykański pediatra, który napisał dwie wspaniałe książki o tym w jaki sposób uspokajać niemowlę i starsze dziecko. Metody wydają się proste i znane wszystkim, ale do tej pory nikt ich nie dopieścił. Dr Karp twierdzi, że dziecko przyszło na świat z instyktem samouspokajania, który należy sprowokować gdy dziecko niemowlę zaczyna płakać. Według niego niemowlę można uspokoić za pomocą ciasnego zawijania w kocyk / otulacz (dzięki czemu dziecko czuje się jak w łonie matki), szuszenia prosto do ucha (bo w łonie matki jest nie tylko ciasno, ale także głośna) i lekkiego kołysania dziecka położonego na boku na dłoni. Wszystkie metody wypróbowaliśmy i wszystkie działały. Franek przez pierwsze 3 miesiące (czyli jak to określa dr Karp - 4 trymestr) płakał bardzo mało i łatwo się uspokajał. Nigdy nie musieliśmy używać suszarki, o której także wspomina pediatra, bo Franek był spokojny już przy pakowaniu go w burrito. Znajomi śmiali się, że pakujemy go w pozycję na baczność, ale to na prawdę pomagało. W ogóle jestem wielką zwolenniczką pakowania dzieci w ciasne burrito. Przerobiłam (i zakupiłam) wszystkie możliwe swaddling blankets i muszę przyznać, że żadne Kiddopotamus SwaddleMe nie działają tak dobrze jak zwykły, bawełniany kocyk w kształcie prostokąta. Ze SwaddleMe dziecko może z łatwością wyciągnąć ręce i dotykać twarzy, przez co wydaje mu się, że zaraz będzie karmione i zaczyna płakać. To tak na marginesie... Metody dr Karpia działaly przez kilka miesięcy. Potem ponoć szuszanie jest wręcz niezdrowe. A teraz Franek wydaje się być bohaterem kolejnej książki- The Happies Toddler in the Block. Ciągle coś chce, ciągle daj daj daj itd. Nie przeczytałam tej drugiej książki do końca, ale mam już pojęcie w jaki sposób porozumieć się i zrozumieć takiego brzdąca. Dr Karp poleca traktowanie go jak jaskiniowca, bo przecież jego mózg nie jest jeszcze aż tak bardzo rozwinięty. Tłumaczy też, co dzieje się w mózgu takiego Bamm Bamma. Te ciągłe- nieeee, uważaj, tego nie wolno i dorosłego doprowadziłyby do szału. Prawda? A przecież na codzień w ogóle się o tym nie myśli. Dr Karp tłumaczy także jak rozmawiać z takim jaskiniowcem. Należy wszystko powtarzać po 5 razy, nie wywodzić się na temat dlaczego nie możńa wkładać palców do kontaktu, bo i tak przecież nie zapamięta. Na DVD pod tym samym tytułem pokazuje jak się bawić, 'szarpać' i powracać do pierwotnych instynktów. Poleca także język migowy, ale ja akurat nie jestem zwolenniczką i szkoda mi na to czasu. Uważam, że lepiej się z dzieckiem bawić niż zakuwać te migi. Książka jest także bardzo zabawna. Czytając ją będziecie śmiać się sami z siebie, a także bezustannie myśleć o tym jak bardzo kochacie tego brzdąca, który swoimi wrzaskami doprowadza was do szaleństwa. Dodam jeszcze, że na początku byłam bardzo podejrzliwa w stosunku do dr Karpia. Wydawało mi się, że jest kolejną amerykańską gwiazdą w stylu dr Phila czy innych takich. Albo się pomyliłam, albo dr Karp jest mistrzem prania mózgów i już mnie przekabacił. PS- Przyznacie, że strona dr Karpia jest bardzo słaba jak na kogoś kto niby napisał bestseller?
wtorek, 21 lipca 2009
Było zapytanie o imprezę urodzinową Franka ... No więc sprawy mają się tak: imprezy jeszcze nie było, bo jeden gość jest bardzo chory, drugi jest w Polsce, trzecia ma sraczkę, czwarta ma katar, a piąty też wyjechał. Do tego solenizant leci na antybiotyku. Tak więc nie wiem kiedy uda nam się wszystkim zgrać ...
środa, 20 maja 2009
Dzisiejszy dzień zapowiadał się tak sobie. Wstałam o 5.30 am żeby zrobić mężowi śniadanie i lunch do pracy. Trochę wcześnie, no ale co zrobić ... Na szczęście ale jak mówi stare polskie przysłowie 'kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje', o 7 rano byłam już na spacerze w parku, a o 10ej u koleżanki na basenie osiedlowym. Obiad mam już zrobiony i właśnie się obudziłam z dwugodzinnej popołudniowej drzemki. Czuję się jakbym była na wczasach. Zaraz chyba wyciągne lody z zamrażalki.
piątek, 08 maja 2009
Hotslings and Miracle Blanket szuka 30 mam do najnowszej kampanii marketingowej. Po krótce kampania polega na tym, że 30 mam (z USA i Kanady) dostaną za darmo chustę Hotslings i 2 kocyki Miracle Blanket i będą musiały przez miesiąc opowiadać o swoich doświadczeniach z tymi produktami na Twitterze i tym samym walczyć o główne nagrody. Wystarczy jedno zdanie dziennie na przykład- 'Kocham moją chustę', albo 'oooops- dziecko mi dzisiaj wypadło', albo 'koleżanka ma podobną i tak sobie razem chodzimy'. Jeśli ktoś nie ma konta na Twitter nie musi się martwić- organizatorzy założą konto. No ale najpierw trzeba zostać wybranym. TU można się zgłosić (dziecko nie może mieć więcej niż 16 tygodni). Myślę, że my- matki Polki - możemy mieć spore szanse, ponieważ jakby nie patrzeć jesteśmy inne, pochodzimy z innej kutury itd. Jeśłi ktoś się zdecyduje wziąć udział w tym konkursie, prosiłabym o uwzględnienie mnie (a właściwie mojej malutkiej firmy- Aunty from the US) w odpowiedzi na pytanie 'How did you here about Sling and Swaddle Journey'. Dystrybutorzy także biorą udział w konkursie. Powodzenia, zostało jeszcze 9 dni do zgłoszenia się.
środa, 22 kwietnia 2009
28 stopni. Jak ja się cieszę, że już niedługo jedziemy na wakacje do zimnych krajów! Bożenku, jak ja nie lubię upałów... Spacerowy zestaw obowiązkowy- krem z filtrem i dwie wuzetki. Na dowód, że naprawdę jest gorąco- zdjęcie - pakerki z BOBami- czyli WFu ciąg dalszy. Ja to ta chudsza w białym. BTW to białe to mój nowy zakup z nowo poznanego ostatnio sklepiku (ukłony w stronę Brudzi79)- LuluLemon. Lulu Lemon (designed in Vancouver made in China- jak ja lubię takie nadruki na produktach) przede wszystkim, świetnie się nosi bez stanika, co w czasie upałów jest szczególnie ważne. ![]() Nigdy przedtem nie spędziłam tyle czasu w ciągu dnia na powietrzu co teraz. Górę pleców mam już brązową, a to dopiero kwiecień. Buzia też nie jest już blada, co świetnie pomaga zatuszować sińce pod oczami, jeśli akurat Franek da mi się w nocy we znaki. Generalnie gdybyśmy tu jeszcze mieli ocean to w sumie mogłabym powiedzieć, że czuję się trochę jak na wczasach. No ale oceanu nie mamy i trzeba się zadowolić zimnym prysznicem, który na przykład wczoraj wzięłam 3 razy. Pomimo tego, że Franek na spacer wychodzi już tylko w body i w kapeluszu to i tak wraca spocony jak mysz.
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
W niedzielę odbędzie się March for Babies, w którym biorę udział. Jeśli ktoś ma ochotę się przyłączyć to serdecznie zapraszam, a jeśli ktoś ma ochotę wspomóc dolarkiem lub dwoma to także zapraszam do kliknięcia poniżej i dołożenia się. Dziękuję blogowym koleżankom, które już wspomogły.
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
środa, 25 marca 2009
Mam siostrę cioteczną Emilkę. Emila studiuje w Toruniu i generalnie wiem co u niej słychać tylko wtedy jeśli zapytam się mojej albo jej mamy. Emilka nie pisze do mnie emaili. W sumie zawsze mnie zastanawiało dlaczego mi nigdy nie odpisuje gdy wysyłam jej zdjęcia czy inne wieści. Dzisiaj dowiedziałam się dlaczego. Otóż od jakiegoś roku wysyłam mejle do jakieś dziewczyny, która też ma na imię Emilka, ale nie jest moją rodziną. Email zaczerpnęłam z jakiegoś grupowego mejla mojej koleżanki z liceum. Tak jakoś wpisał się do książki adresowej i został tam- jako email do Emilki. Dzisiaj wysłam kolejny email do Emilki, w którym poinformowałam ją, że kupiłam jej wiatrak do laptopa i że moja mama jej go przywiezie. Przyszła odpowiedź. Po roku dostałam w końcu od niej email. Email ten goes like this - WTF ??????????????????????? Zdziwiłam się trochę, bo sama chciała ten wiatrak, a teraz gra głupa. Po krótkim reaserchu głupem okazałam się ja. Pragnę pozdrowić więc tu Emilkę (i jedną i drugą), bo i jedna i druga ma link do tego bloga i być może czytają.
poniedziałek, 23 marca 2009
Po miesiącu czas na obiecane sprawozdanie z Hula Hopu. No więc drogie panie jest tak- rzeczywiście wydawało mi się, że zmniejszył mi się obwód w pasie, bo w pasku zapinam się teraz o jedną dziurkę bardziej na prawo. A odległość pomiędzy dziurkami wynosi 3 cm. Poza tym moja mama dostała od przyjaciółki taki oto email: Franek jest śliczny, słodki i bardzo pogodny. Kalendarz pomysłowy a babcia super. Sylwia wygląda ładnie i bije od niej spokój i szczęście oraz seks. Najbardziej rozwalił mnie ten seks. No ale koleżanka wie co mówi więc może rzeczywiście wyglądam lepiej. Nie sądzę abym schudła od zajęć wf-u, bo powiem wam, że ostatnio pani instruktorka sobie trochę olewała i sporo zajęć było odwołanych. No ale pewnie niedługo znowu przytuję bo mama przywiozła 2 sękacze, które codziennie jem.
|
Archiwum
Ostatnie notki
|